| Czy czeka nas totalna prywatyzacja służby zdrowia? |
|
|
|
| Wpisał Kacper Pluta |
| Sobota, 30. Sierpień 2008 09:30 |
|
Nieustannie słyszymy deklaracje rządu i Ministerstwa Zdrowia o chęci dialogu i szerokiej konsultacji społecznej nad perspektywami dla polskiej Służby Zdrowia. Jednak opublikowany w lipcu nowy projekt minister Kopacz, pokazuje że rząd konsultować może się co najwyżej z kapitałem i „inwestorami” – projekt zakłada bowiem przyspieszoną prywatyzacje szpitali i innych placówek. Stajemy przed groźbą szybszego likwidowania szpitali, ograniczania świadczeń zdrowotnych i pogarszania się sytuacji pracowników. Dotychczasowa praktyka prowadziła do komercjalizowania pojedynczych placówek. Samorządy mają prawo przekształcić szpital w spółkę prawa handlowego. Taka spółka działa oczywiście po to by przynosić zyski – uzasadnione są zatem obawy, że „nierentowne” oddziały będą likwidowane. Jednak to co jest nierentowne dla kapitalisty (sprzęt do dializy, czy oddziały neurologiczne) jest bardzo potrzebne pacjentom z lokalnych społeczności. Jeśli właściciel zechce w miejsce nierentownej stacji dializ otworzyć salon chirurgii plastycznej, to tak uczyni – z oczywistą szkodą dla pacjentów ubogich. Komercjalizacja służby zdrowia zaszkodzi najbardziej pacjentom z mniejszych miast, których lokalne placówki nie będą świadczyć pełnego wachlarza usług medycznych. Ten proces już zachodzi – pęd do uwłaszczenia się jest wspomagany przez ustawiczny sabotaż publicznej opieki zdrowotnej. Sprzęt medyczny jest wydzierżawiany na niekorzystnych dla szpitali warunkach, najbardziej dochodowe części infrastruktury szpitalnej są sprzedawane prywatnym właścicielom. Dyrekcje szpitali najwyraźniej liczą że rujnowanie swoich zakładów popłaci w przyszłości. Zadłużony szpital będzie miał pierwszeństwo przy prywatyzacji – a dyrektor wyrwie się z ciasnych, państwowych ram płacowych, i jako menedżer prywatnej firmy będzie mógł zarabiać „bez komina” (obecnie najbogatsi dyrektorowie zarabiają „tylko” 10 razy więcej niż szeregowi pracownicy). Absurdalnie wysokie ceny leków narzucane przez koncerny farmaceutyczne obciążają budżet placówek oraz rujnują pacjentów – ocenia się że 25% pacjentów nie wykupuje przepisanych leków ze względu na ich wysokie ceny. Wpuszczanie prywatnych „pracodawców” do sektora publicznego oznacza również zmniejszanie płac, pogarszanie warunków pracy i łamanie praw pracowniczych. Symboliczna jest wręcz rola prywatnych spółek takich jak Impel, które przejmują personel pomocniczy w szpitalach (sprzątanie, ochrona itd.). Nagminne łamanie praw związkowych, degradacja umów o pracę do umów cywilno-prawnych i mobbing to w takich spółkach codzienność. Prywatni przedsiębiorcy działają dla maksymalizacji zysku, szukają więc oszczędności. Czym kończy się oszczędzanie na bezpieczeństwie i higienie pokazuje afera w prywatnej stacji dializ z Ostrowa Wielkopolskiego – gdzie dziesiątki pacjentów zostało zakażonych żółtaczką typu C, ponieważ przedsiębiorcza placówka używała wielokrotnie tych samych strzykawek. Widmo reformy POCzy można jeszcze bardziej pogorszyć tą nieciekawą perspektywę? Otóż można, co udowadnia nowy projekt PO. Mimo postępującej komercjalizacji służby zdrowia, nadal obowiązuje powszechne ubezpieczenie zdrowotne, a prywatna placówka która podpisała kontrakt z NFZ musi świadczyć nieodpłatnie usługi medyczne zawarte w koszyku świadczeń (dodajmy że jest on w barbarzyński sposób okrajany – co doprowadziło min do głośnej ostatnio tragedii osób chorych na hemofilie). Po wprowadzeniu zmian proponowanych przez PO, szpital mógłby wymówić kontrakt z NFZem, uznając go za nieopłacalny. W takiej sytuacji (lub po wyczerpaniu NFZowskich limitów) szpital mógłby zażądać zapłaty za świadczenia zdrowotne! Gwarantem utrzymania medycznego charakteru sprywatyzowanych placówek, ma być wg projektu władza samorządowa. Znając jednak praktykę lokalnych włodarzy, wyprzedających wszystko co się da, trudno ufać wiarygodności takich zapewnień. Znane są nam przypadki sprzedawania szpitali razem z pracownikami – w końcu długi, protesty i strajki to same kłopoty, które tylko przeszkadzają radnym w karierze. Lepiej problem odsprzedać i skupić się na rautach w towarzystwie prywatnych lobbystów. Ostatecznie, jeśli sprzedaż szpitala nie okaże się dobrym biznesem, zostanie on po prostu zlikwidowany. Małpa z brzytwąMożemy spekulować co stanie się w najbliższej przyszłości ze służbą zdrowia. Ale możemy też posłużyć się przykładem państwa, którego neoliberalna doktryna jest najwyraźniej natchnieniem dla naszych rodzimych kapitalistycznych polityków. Mowa o Stanach Zjednoczonych, gdzie zupełna prywatyzacja służby zdrowia i brak powszechnego ubezpieczyciela są faktem od lat. Bezdomni, bezrobotni i robotnicy zatrudnieni na umowach tymczasowych – nie mają żadnego ubezpieczenia zdrowotnego. Jest ich ok. 50 milionów. Szacuje się że brak ubezpieczenia zdrowotnego doprowadzi w ciągu całego roku do 18 tysięcy zgonów. Szokujące jest że imperialistyczne mocarstwo takie jak USA ma najwyższy wskaźnik umieralności niemowląt w świecie zachodnim. Nawet osoby ubezpieczone nie zawsze mogą liczyć na opiekę zdrowotną – wykupywane w zależności od zamożności pakiety, zawierają różny zakres świadczeń medycznych. Firmy ubezpieczycielskie dążące do maksymalizacji zysków za wszelką cenę, szukają sposobów na nieopłacenie leczenia – oczywiście z tragicznym skutkiem dla tysięcy pacjentów. Nic dziwnego że idea powszechnej służby zdrowia była jednym z najważniejszych tematów kampanii wyborczej Demokratów. Coraz więcej Amerykanów ma dość tego, że ich zdrowie leży w rękach kapitalistów – to jak dać małpie brzytwę. Opieka zdrowotna musi być powszechna, ale utrzymanie status quo to za mało żeby poprawić sytuację pacjentów i pracowników służby zdrowia. Dlatego postulujemy:
|




Poniższy tekst ukazał się w nowym numerze Jedności Pracowniczej, który już jest w sprzedaży.