Protesty tylko lokalne PDF Drukuj Email
Wpisał Wojtek Orowiecki   
Czwartek, 29. Styczeń 2009 15:12

protest pielęgniarekPrzez cały kraj przetacza się fala protestów pielęgniarek. W niemal wszystkich województwach dyrektorzy nie realizują porozumień płacowych z ubiegłego roku, zwalając winę na… kryzys, z powodu którego NFZ przydzielił im mniej pieniędzy. Jak więc widzimy, za zabawy spekulantów giełdowych płacić mają nie tylko pracownicy, ale też wszyscy, którzy korzystają z publicznej służby zdrowia.Na szczęście wiele pielęgniarek nie przyjmuje tych chorych tłumaczeń i za pomocą strajków oraz głodówek domaga się należnych im pieniędzy. Przeważnie – skutecznie. Jeszcze raz wychodzi na jaw stara prawda, że pracownicy mogą wygrać tylko drogą zdecydowanego protestu, a nie ustępstw wobec pracodawców.

Jako pierwsze zastrajkowały pielęgniarki z Lubartowa (Lubelskie). 9 stycznia, po 4 dniach strajku, udało im się wywalczyć 300 zł podwyżki. Od 7 do 17 stycznia trwała głodówka pielęgniarek ze szpitala psychiatrycznego w Jarosławiu na Podkarpaciu – uzyskały w sumie 300 zł podwyżki. W szpitalach psychiatrycznych w ogóle sytuacja jest niezwykle ciężka, gdyż – jak uważa choćby były minister zdrowia, Marek Balicki – NFZ popełnił kardynalne błędy przy wycenie procedur. Jednak nawet tam, gdzie pieniądze były, dyrektorzy woleli przeznaczać je na inne cele, niż zarobki pielęgniarek. Tak było choćby w szpitalu psychiatrycznym w Świeciu (Kujawsko-Pomorskie).

– Dyrekcja szpitala nie dotrzymuje porozumienia zawartego z nami w obecności negocjatora krajowego w kwietniu zeszłego roku. Wówczas otrzymałyśmy po 115 zł, a kolejne podwyżki miały być, gdy wzrosną przychody szpitala. W lipcu dostał on z NFZ 3 miliony złotych więcej, ale nasze pensje nie wzrosły – mówiła Gabriela Chmiel, przewodnicząca zakładowej organizacji OZZ Pielęgniarek i Położnych. Po trzech dniach głodówki udało się wywalczyć 300 zł podwyżki netto, a także przyjęcie 10 nowych pracownic – jednak w szpitalu nadal pracuje mniej pielęgniarek, niż przewiduje ustawowe minimum. Dramatyczny przebieg miał protest w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie – gdy po czterech dniach głodówki dyrektorka zerwała negocjacje, pielęgniarki zdecydowały o zaostrzeniu protestu i przyjmowaniu tylko wody, a następnie strajku. Z pomocą pielęgniarkom zadeklarowali się górnicy z WZZ „Sierpień 80” – ostatecznie jednak udało się podpisać porozumienie, gwarantujące 300 zł podwyżki. 225 zł dla pielęgniarek i 90 dla personelu pomocniczego udało się wywalczyć w Chełmie na Lubelszczyźnie. Podwyżki udało się wywalczyć również w szpitalu w Lesku na Podkarpaciu. Jednak protesty wiszą na włosku w kolejnych szpitalach, od Wrocławia po Gdańsk. Zwłaszcza w Łódzkim i na Lubelszczyźnie spory zbiorowe trwają w niemal każdym szpitalu. Strajki rozpoczynają również pracownicy medyczni, jak w szpitalu w Ciechanowie.

Podniosły się głosy o potrzebie ogólnopolskiego protestu – początkowo przychylała się do nich również przewodnicząca OZZPiP, Dorota Gardias. – Ministerstwo Zdrowia ignoruje nasze prośby o dialog w sprawie przyszłości służby zdrowia. Pielęgniarki z kolejnych szpitali czują się oszukane przez dyrektorów, którzy nie realizują porozumień z ubiegłego roku. Nie możemy na to pozwolić – mówiła. Szybko jednak zmieniła zdanie.
– Nie ma o tym mowy, nie będzie żadnych centralnych akcji. W niektórych regionach trwają lokalne protesty, ale nie są one podstawą do podjęcia decyzji o proteście ogólnopolskim – powiedziała po obradach zarządu związku. Trudno się z tym zgodzić, gdy znaczną część winy za sytuację pielęgniarek ponoszą rząd i NFZ. Protest ogólnokrajowy byłby z pewnością skuteczniejszy – teraz pozostają tylko strajki w poszczególnych szpitalach. Jest to sytuacja tym bardziej niefortunna, że odizolowane strajki stwarzają większość możliwość oporu ze strony dyrekcji szpitali oraz represji w stosunku do działaczek związkowych. Tak jest choćby w szpitalu Barlickiego w Łodzi - gdzie 4 pielęgniarki zostały oskarżone o zorganizowanie na jesieni zeszłego roku nielegalnego strajku. Brak ogólnokrajowej akcji ośmieli dyrektorów do stosowania takich środków - a także do zwlekania z realizacją już wywalczonych przez pielęgniarki podwyżek. Z kolei protest całej branży mógłby nie tylko doprowadzić do podwyżek dla wszystkich pielęgniarek w kraju, ale byłby też przykładem dla całej klasy robotniczej, że o swoje prawa należy walczyć również w czasie kryzysu.

Pielęgniarki mają o co walczyć. Nieprawdą jest, że nie ma pieniędzy na ich podwyżki – niedawno w wielu miejscach otrzymali je choćby lekarze. Niedopuszczalna jest sytuacja, gdy – tak jak teraz – lekarz za jeden świąteczny dyżur zarabia tyle, co pielęgniarka przez cały miesiąc. – To jest dyskryminacja nas, naszej pracy i odpowiedzialności. Walczymy o prestiż i godność naszego zawodu – stwierdziła przewodnicząca OZZPiP w Jarosławiu Danuta Bazylewicz. Jest to niewątpliwie walka, która powinni poprzeć wszyscy pacjenci służby zdrowia.

skrócona wersja artykułu ukazała się w tygodniku "Trybuna Robotnicza" www.trybuna-robotnicza.pl

 
Grupa na rzecz Partii Robotniczej, Powered by Joomla! and designed by SiteGround web hosting