Protest pielęgniarek: czy dojdzie do strajku generalnego? PDF Drukuj Email
Wpisał GPR   
Sobota, 30. Czerwiec 2007 00:00

Od tygodnia trwa protest pielęgniarek i innych grup zawodowych służby zdrowia pod URM, w którym przebywają cztery przedstawicielki Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Białe miasteczko, usytuowane naprzeciwko URM, wzdłuż Al. Ujazdowskich, rozrasta się z dnia na dzień. Choć jego mieszkańcy wymieniają się rotacyjnie, każdego dnia więcej osób przybywa niż ubywa. Od samego początku, służbę porządkową w pielęgniarskim miasteczku pełnią – rotacyjnie – delegacje WZZ „Sierpień 80”, w skład których wchodzą także działacze GPR. Miasteczko wypracowało już swoje stałe zasady i rytuały, które zarazem każdego dnia ulegają pewnym modyfikacjom. Stałym elementem są półgodzinne akcje walenia butelkami z monetami, rozpoczynające się 19 minut po każdej pełnej godzinie. Rytm butelkom nadają trąbki i gwizdki WZZ „Sierpnia 80” oraz bębny Młodych Socjalistów.

23 czerwca odbyła się – zaplanowana jeszcze przed protestem pielęgniarek – demonstracja PPP i WZZ „Sierpień 80” pod hasłem „Przeciwko wojnie, biedzie i wyzyskowi!”. Rozpoczęła się ona wiecem pod Pałacem Kultury i Nauki, podczas którego głos zabierali m.in. przewodniczący PPP i WZZ „Sierpień 80” Bogusław Ziętek, przewodnicząca Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny Wanda Nowicka, przedstawicielka Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Grażyna Gaj, i Florian Nowicki – w imieniu WZZ „Sierpień 80” w Miejskich Zakładach Autobusowych. Jednym z wątków demonstracji była obrona komunikacji publicznej w Warszawie. Domagaliśmy się m.in. odwołania Zarządu MZA z Romanem Podsiadłym na czele. W kilka dni po demonstracji Roman Podsiadły został odwołany!

Prowadzona przez Katarzynę Bratkowską demonstracja, w której od samego początku brały udział pielęgniarki z OZZPiP, przeszła pod Sejm, a następnie wkroczyła – przy dźwiękach Warszawianki – do białego miasteczka, gdzie została entuzjastycznie powitana przez setki przebywających tam pielęgniarek. Wkraczając do miasteczka skandowaliśmy m.in. „Jesteśmy z Wami!”, „Jedność klasy robotniczej!”. W związku z protestem pielęgniarek charakter demonstracji uległ modyfikacji. Pierwotnie miała to być demonstracja PPP. Ustaliliśmy jednak, że zwijamy szyldy partyjne i idziemy jako WZZ „Sierpień 80”.

 

Na lewicy panuje spore zamieszanie odnośnie charakteru protestu pielęgniarek. Słyszymy absurdalne głosy, jakoby miałby to być protest za prywatyzacją służby zdrowia. Takie kuriozalne sądy wypowiadane są przez ludzi, którzy do pielęgniarskiego miasteczka nie byli łaskawi się pofatygować, a swoją wiedzę o proteście czerpią z enuncjacji PiS, który usiłuje poróżnić pracowników służby zdrowia z pacjentami. Tymczasem jest to protest o charakterze płacowym i jego jedynym postulatem są podwyżki. Kwestia prywatyzacji (ani w sensie pozytywnym, ani negatywnym) nie jest w ogóle przedmiotem tego protestu. Oczywiście, elementy pro-prywatyzacyjne (głównie ze środowisk lekarskich, a nie pielęgniarskich) mogą wykorzystywać obecny protest (jak każde inne zamieszanie w służbie zdrowia) do głoszenia, iż prywatyzacja czy dalsza komercjalizacja służby zdrowia rozwiąże jej problemy. Nie odbywa się to jednak w ramach tego protestu, ale poza jego obrębem. Żaden z mówców przemawiających w miasteczku nie opowiedział się za prywatyzacją, były natomiast wystąpienia przeciwko prywatyzacji (m.in. Bogusława Ziętka).

Oczywiście, sprawa prywatyzacji stanie prędzej czy później na porządku dziennym. Prze do tego rząd, który w propagandowej wojnie przeciwko pielęgniarkom usiłuje zasugerować, że działania pielęgniarek, a zwłaszcza lekarzy, prowadzą do prywatyzacji, przed którą rzekomo broni pacjentów rząd Kaczyńskiego. Rząd Kaczyńskiego usiłuje także poróżnić pielęgniarki z lekarzami, co ma oczywiście racjonalne podstawy, skoro niedawne podwyżki w służbie zdrowia zostały bardzo nierówno podzielone pomiędzy lekarzy i pielęgniarki (tzn. na niekorzyść pielęgniarek). Nie trzeba oczywiście dodawać, że interesy lekarzy i pielęgniarek nie są tożsame, a obecny sojusz pielęgniarsko-lekarski jest dość kruchy i wynika ze specyficznej sytuacji, do której doprowadziły posunięcia rządu. Ale nie zapominajmy, że obecny protest jest przede wszystkim protestem pielęgniarek, położnych i innych gorzej opłacanych kategorii zawodowych służby zdrowia. Lekarze w tym proteście uczestniczą, ale to nie oni nadają mu ton. Gdyby pielęgniarki były sterowane przez lekarzy i dążyły do prywatyzacji służby zdrowia, nie zgodziłyby się na to, by oficjalną służbę porządkową ich protestu stanowiły delegacje – radykalnie antyprywatyzacyjnego – WZZ „Sierpień 80”.

Linia rządu wobec pielęgniarek jest konsekwentna i „pryncypialna”. Jest to linia pogardy i jawnej wrogości wobec zorganizowanej klasy robotniczej, linia otwartej konfrontacji i kryminalizacji protestów związkowych. Inny rząd zapewne szukał by pola kompromisu, nie obstawał „pryncypialnie” przy postulacie prowadzenia rozmów poza kancelarią premiera w jakimś centrum dialogu. Rząd czyni ze sprawy miejsca prowadzenia rozmów sprawę „pryncypialną”. Skąd ten upór rządu w tak drobnej sprawie? Przecież gdyby rząd Kaczyńskiego zgodził się rozmawiać u siebie, mógłby uspokoić pielęgniarki i ostudzić zapał innych grup do prowadzenia akcji solidarnościowych z pielęgniarkami. Tymczasem każdy kolejny dzień odmowy rządu prowadzenia rozmów w kancelarii premiera wzmacnia determinację pielęgniarek (których przyjeżdża coraz więcej) i solidarność z nimi innych grup zawodowych. Jednym słowem, rząd prowokuje strajk generalny i samobójczo prze w kierunku konfrontacji.

Te samobójcze poczynania rządu można wyjaśnić w jeden tylko logiczny sposób. Rząd usiłuje zastraszyć wszystkie grupy zawodowe – zniechęcić je do prowadzenia jakichkolwiek protestów, pokazać im, że żadne protesty nic im nie dadzą, a rząd ma dość siły by je skryminalizować. Żeby tę linię konsekwentnie przeprowadzić, rząd nie może w żadnej sprawie ustąpić. Jeżeli rozmowy, to tylko na warunkach rządu. Jeżeli pielęgniarki „nielegalnie okupujące URM” nie przystaną na rządowe warunki wstępne, zostaną potraktowane jak przestępczynie. (Inny rząd, aby doprowadzić do uspokojenia sytuacji, zapewne czynił by liczne i demonstracyjne ustępstwa w sprawach drobnych, by przychylnie nastawić do siebie pielęgniarki – i uniknąć ustępstw w sprawach zasadniczych.) Ta linia może się okazać niezwykle korzystna dla burżuazji. Pod warunkiem jednak, że determinacja pielęgniarek i solidaryzujących się z nimi grup zawodowych spoza służby zdrowia nie przekroczy magicznego punktu, za którym jest już tylko strajk generalny i konfrontacja całej klasy robotniczej z rządem, prowadząca do jego obalenia. Rząd PiS podsyca nienawiść klasy robotniczej do siebie, podgrzewa atmosferę, wymusza na statecznych, oportunistycznych centralach związkowych wezwania do ogólnopolskich akcji strajkowych – bo liczy, że pielęgniarki w końcu dadzą się zastraszyć, ich morale upadnie, a popierające je centrale związkowe z podkulonym ogonkiem (skompromitowane szumnymi zapowiedziami, z których nic nie wyszło) wycofają się na z góry upatrzone pozycje, i po tej traumie przez długi czas nikt nie odważy się w Polsce zaprotestować. Jest to więc linia postępowania potencjalnie niezwykle korzystna dla całej polskiej burżuazji. Jest to jednak linia niezwykle ryzykowna. Bo rząd może się przeliczyć.

Rząd zaproponował polskiej klasie robotniczej następującą grę: prężcie muskuły, popierajcie pielęgniarki, zbrójcie się do konfrontacji, i zobaczymi, kto kogo zmiażdży. I klasa robotnicza powinna podjąć wyzwanie. Rząd radykalnie zawęził sobie pole manewru. Gdyby nagle zmienił linię i poszedł na ustępstwa, straciłby twarz. Rząd nie ma odwrotu: musi brnąć dalej, prowokując strajk generalny, do którego (jak ów rząd sądzi) nie dojdzie. Ale świat pracy też nie ma odwrotu. Jeżeli rząd aresztuje cztery „okupujące URM” pielęgniarki, jeżeli zaatakuje białe miasteczko – każda inna odpowiedź poza strajkiem generalnym wszystkich grup zawodowych będzie klęską. Podobnie – w przypadku dalszego ignorowania obecności pielęgniarek w URM i pod URM. Jednym słowem, trzeba szykować się do strajku generalnego.

Na chwilę obecną, 500-tysięczne Forum Związków Zawodowych, do którego należy OZZPiP, powołało, zgodnie z zapowiedziami, Krajowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. Przewodniczący FZZ, Wiesław Siewierski, jest częstym gościem w białym miasteczku i zapowiada, że FZZ będzie z pielęgniarkami do końca. Swoje poparcie dla pielęgniarek deklarują zrzeszone w OPZZ ZNP i ZZG, a także OPZZ jako centrala (choć niezbyt wyraziście). W miasteczku pokazują się zarówno przewodniczący OPZZ, Jan Guz, jak i wiceprzewodniczący tej centrali. FZZ i OPZZ popierają stanowisko pielęgniarek, że rozmowy powinny się odbywać wyłącznie w kancelarii premiera. Obie te centrale – w odróżnieniu od Solidarności – zgodnie twierdzą, że pielęgniarki nie powinny opuszczać URM. Niejasna jest postawa Solidarności, którą rząd postawił w niezwykle niewygodnej sytuacji, licząc, że odegra ona rolę głównego łamistrajka. Solidarność demonstruje swoją niezależność wobec rządu i zapowiada jakieś akcje strajkowe o bliżej nieokreślonym celu i charakterze, ale póki co podtrzymuje swoją łamistrajkową linię wobec protestu OZZPiP.

Sądzimy, że jedyną odpowiedzią świata pracy na „pryncypialną” postawę rządu jest strajk generalny. Konieczne jest stałe wywieranie presji na FZZ i OPZZ, by przystąpiły do jego organizowania. Konieczne jest również powoływanie w zakładach pracy komitetów poparcia dla pielęgniarek, przygotowanych do zatrzymania pracy i organizowania solidarnościowych manifestacji. Wiadomo, że pielęgniarki mogą liczyć na WZZ „Sierpień 80”, który jest z nimi od początku.

Wydarzenia rozwijają się bardzo szybko. Każdy kolejny dzień przynosi coś nowego, a jednocześnie przybliża nas do strajku generalnego. Tymczasem białe miasteczko pęka w szwach. Jego sprawne funkcjonowanie w tym tłoku – za sprawą owocnej współpracy OZZPiP z „Sierpniem”, a także dzięki solidarności mieszkańców Warszawy z pielęgniarkami – świadczy o wielkich zdolnościach organizacyjnych polskiej klasy robotniczej. Historia miasteczka z pewnością zasługuje na oddzielne studium socjologiczne.

Z ostatniej chwili:

Po napisaniu tego tekstu sytuacja zmieniła się. Premier Kaczyński najprawdopodobniej przestraszył się konsekwencji "pryncypialnej" linii i zgodził się rozmawiać z czterema przedstawicielkami OZZPiP, które jeszcze przed chwilą nazywał przestępczyniami, w swojej kancelarii (nielegalnie przez nie "okupowanej"). Czyżby zamierzał pójść na ustępstwa? Odstąpienie od twardej linii nie wyklucza jednak konfrontacji i perspektywy strajku generalnego.

 
Grupa na rzecz Partii Robotniczej, Powered by Joomla! and designed by SiteGround web hosting